środa, 18 czerwca 2014

A gdyby tak....hmmmm.... ;)

LASKI.....
A GDYBY TAK.....



Zjawić się pewnego wieczoru na placu Comedie i kupić winka w monoprix......

.....chodzić z winkami i podziwiać jakie miasto jest piękne w nocy (zwłaszcza po winkach).....



następnego dnia kupić bagiety i camemberta i wyruszyć na velomagach.....


do Palavas :D Tam się opalić i wypić sząmpań za udaną wycieczkę ....

....w drodze powrotnej poleżeć na betonie.....

...aby wieczorem wypić le(s) vin(s) i zrobić z siebie głupka...


....i totalnie zgłupić się w Australian....



....w niedzielę rano zahaczyć o marche aux puces i wrócić do domu z darami


JAK BY BYŁO?

wtorek, 28 lutego 2012

Jak to było na Ibizie

-Jedziemy na Ibizę? - Mamy cały tydzień zajęć.... - OJ TAM....;D

Pytamy się ludzi, kto chce jechać na Ibizę, ale wszyscy pukają się w głowę ("Crazy Polish Girls" - CPG;) haha prawie jak cepy... Przecież mamy cały tydzień zajęć, a można mieć tylko 2 nieobecności! hahaha
Czy to niesamowite, że zgodziła się tylko jedna osoba...Krzysiek?;)

Wbrew pozorom ta notka będzie krótka.
Nie będę pisać o tym jak spaliśmy u Henriego czy tam Harrego, nielegalnego imigranta z Peru bez pracy, wody i prądu, za to ze szczurami. I jak spaliśmy w 5 osób na jednym łóżku.
Nie będę pisać o tym jak jeździliśmy fiatem pandą wokół wyspy i kradliśmy pomarańcze.
Ani o tym, jak wynajęliśmy pokój w hostelu, pierwszy na erasmusie.

Wszystko to pamiętacie!

Ale to, co chcę wam napisać to kartka z mojego kalendarza z dnia 18 marca 2011 roku, czyli....

WNIOSKI Z PODRÓŻY NA IBIZĘ: 
Nobody said it was easy


1. ZAWSZE trzeba sprawdzać na jakim lotnisku przyjdzie Ci spać i ILE GODZIN możesz tam spać. Tyczy się również: hostelu, przystanku autobusowego itp. 
2. Podejrzane jest, gdy ktoś zbytnio rwie się do różnych rzeczy, np. prowadzenia samochodu. 
3. Bierz grube skarpety i zainwestuj w dobry śpiwór - nigdy nie wiadomo, gdzie przyjdzie Ci spać.
4. Gdy niepewny Couchsurfing - szukaj alternatyw. 
5. Uważaj na aparat, wiąż go wokół ręki. 
6. Bóbr żyje od 10 do 15 lat, a nie 25. 
7. Nie dzwoń na 112, bo Ci nie pomogą. 

Niezapomniana wycieczka;) Sierot też niezapomniany (tylko Asia go nie pamięta).

Przypomniało mi się jak siedzieliśmy wieczorem w porcie na kamieniach, ale było miło.











Tak to wyglądało.

środa, 17 sierpnia 2011

A to nasz monaster!
Przyjechaliśmy z Polski samochodem i w Montpellier było cholernie duszno. Nie mieliśmy mapy, więc bardzo długo szukaliśmy naszego mieszkania:) Pojechaliśmy do centrum Mtp, 10 min po wyjściu z samochodu pani na ulicy spytała nas czego szukamy, nie wiedziała gdzie jest nasza ulica to zaprowadziła nas do swojego mieszkania, zapoznała ze swoimi dziećmi, wyciągnęła z szuflady mapę i pokazała co i jak. Ale to było miłe. Francuzi tacy są, jeszcze 2 miesiące temu nie myślalam ze juz w sierpniu przyznam, ze trochę się za nimi stęskniłam...i za bonjour i za ca va... Muszę się teraz powstrzymywać przed mówieniem ca va, bo mnie będą uznawać za burzuja, a tak mi tego brakuje. Więc w wieczorem dotarliśmy pod nasz adres i była burza i strasznie lało. Weszliśmy do naszego domu, Justyna była przerazona, a ja podjarana hehe, ale klimat! Wszystko takie stare, schody małe kręte z kamienia. Wypas. Podobno to klasztor z 1000 roku, albo sprzed 1000 lat. Choć z zewnątrz wygląda niezbyt uroczo, to jednak klimat był! Patrzcie tu:

Wszystko fajnie, tylko właściciele mieszkania mieszkali pod nami....trażedi. Ękorwaja, ci to byli. Ona - dziko czerwone włosy, on normalny. Mieli wielkiego kota Bellę, która nas obserwowała z tarasu, ja tam się go bałam. Jeszcze mieli żółwia. Rodzina ta charakteryzuję się wielkim upodobaniem do robienia niespodzianek:D  haha To było dobre. Wracamy z Polski po świętach, początek stycznia, wielkie walizki, tgv z Paryża, kompletnie wyczerpane, bo przytargałyśmy 30 kg kiełbasy z Polski, wchodzimy do mieszkania szczęśliwe, że to już koniec, a tam....Justyna prawie płacze...w kuchni nie ma okna! haha to była masakra. do tego kawałkiem folii przykryta kuchnia, ale cała reszta w wielkim kurzu, wszystko brudne i zimno. Ale byłyśmy wkurzone. Parę dni żyłyśmy bez okna w domu. A innym razem przyjeżdżamy po wyjeździe do Rzymu, śmiejemy się ciekawe jaka niespodzianka na nas czeka w mieszkaniu:) niespodzianka się udała - nieźle się zdziwiłyśmy jak nie mogłyśmy kluczem otworzyć drzwi;D To było tuż po tym jak Ękorwaja się dowiedzieli, że nasza Meksykanka u nas mieszka. Potem okazało się, że potrafię kłócić się po francusku, jednak jakiś progres nastąpił hehehe. A propos właścicieli, ciekawe kiedy oddadzą nam kaucję...

niedziela, 14 sierpnia 2011


A jak wyglądało "łapanie stopa", ''hiczchajkowanie"lub

"klejenie głupa ''jak kto woli ...?

oto jeden z przykladów: w stylu na litość

piątek, 12 sierpnia 2011

My w Montpellier

To jest Montpellier. Takie miasto na południu Francji. Jak się potem okazało - leży nad Zatoką Lwią. Chyba ze 150 km od Marsylii na zachód. Ładne zdjęcie co? To miasto właśnie takie jest. Zielono-niebiesko wszędzie i zawsze, trzeba uważać na velomaggi żeby cię nie pierdyknęły od tyłu, od boku, od przodu no i ten łuk triumfalny gdzie się nie ruszysz - nie od dziś wiadomo, że Francuzi mają fioła na punkcie łuków i triumfów - tak powstał łuk triumfalny. Podobno dzieci nie lubią ostrych kształtów, dlatego Francuzi lubią Łuki.
Na początku Erasmusa stworzyłyśmy tego bloga, żeby opisywać swoje francuskie przygody. Rok minął, a blog pusty:) Oprócz zdjęcia, które Asia kiedyś wrzuciła. Fajnie by było trochę tu powspominać. Korzystając z okazji, że muszę pisać pracę licencjacką, napisałam coś na naszym bagietkowym blogu, o właśnie! na bagietkowym blogu o niejasnym pewnie dla niektórych tytule: "What's your business in Montpellier?" hehe. To dlatego, że lubimy 70's Show! I ten motyw ciągle powtarzałyśmy przez caaaały rok:)  haha dobry odcinek:

Więc co zamierzam? Zamierzam otworzyć swój kalendarz, w którym ciągle zapisywałam co nam się na erasmusie przytrafia (więcej w drugim semestrze) i trochę tu powspominać. Co by nam się fajnie wspominało. Nie ma to jak wspomnienia:) To od tego siedzenia na dupie i pisania w kółko tej pracy zaczęłam tęsknić do błogiego montpellierańskiego życia...i za moimi bagietkami!!! A i liczę, że któraś bagietka co raz to się dołączy do moich wspomnień, liczę na wasze notki i komentarze hahaha
Dobra, jak na razie wystarczy tego lenistwa. zamykam to okno i idę pisać to, co zmuszonam pisać. 
Posted by Picasa

środa, 29 września 2010



Zdjęcie to zrobiono w Barcelonie, na naszej pierwszej erasmusowej, do tego autostopowej i couchsurfingowej podróży. Na zdjęciu widoczna jestem ja, Justyna i Agata i Gośka, która nie jest bagietką. Za to zdjęcie zrobiła bagieta Asia. Jak widać na zdjęciu, cztery postaci tworzą magiczny okrąg, pod którym widoczne są schody tzw. ruchome. Miłe zaskoczenie, kiedy idziesz chodnikiem, a nagle pod tobą schody do tego ruchome! A obok schodów był słoń na trąbie. To było pamiętne spotkanie Asi ze słoniem pierwszy raz po wyjeździe z domu:) Potem spotkała jeszcze kilka...