środa, 17 sierpnia 2011

A to nasz monaster!
Przyjechaliśmy z Polski samochodem i w Montpellier było cholernie duszno. Nie mieliśmy mapy, więc bardzo długo szukaliśmy naszego mieszkania:) Pojechaliśmy do centrum Mtp, 10 min po wyjściu z samochodu pani na ulicy spytała nas czego szukamy, nie wiedziała gdzie jest nasza ulica to zaprowadziła nas do swojego mieszkania, zapoznała ze swoimi dziećmi, wyciągnęła z szuflady mapę i pokazała co i jak. Ale to było miłe. Francuzi tacy są, jeszcze 2 miesiące temu nie myślalam ze juz w sierpniu przyznam, ze trochę się za nimi stęskniłam...i za bonjour i za ca va... Muszę się teraz powstrzymywać przed mówieniem ca va, bo mnie będą uznawać za burzuja, a tak mi tego brakuje. Więc w wieczorem dotarliśmy pod nasz adres i była burza i strasznie lało. Weszliśmy do naszego domu, Justyna była przerazona, a ja podjarana hehe, ale klimat! Wszystko takie stare, schody małe kręte z kamienia. Wypas. Podobno to klasztor z 1000 roku, albo sprzed 1000 lat. Choć z zewnątrz wygląda niezbyt uroczo, to jednak klimat był! Patrzcie tu:

Wszystko fajnie, tylko właściciele mieszkania mieszkali pod nami....trażedi. Ękorwaja, ci to byli. Ona - dziko czerwone włosy, on normalny. Mieli wielkiego kota Bellę, która nas obserwowała z tarasu, ja tam się go bałam. Jeszcze mieli żółwia. Rodzina ta charakteryzuję się wielkim upodobaniem do robienia niespodzianek:D  haha To było dobre. Wracamy z Polski po świętach, początek stycznia, wielkie walizki, tgv z Paryża, kompletnie wyczerpane, bo przytargałyśmy 30 kg kiełbasy z Polski, wchodzimy do mieszkania szczęśliwe, że to już koniec, a tam....Justyna prawie płacze...w kuchni nie ma okna! haha to była masakra. do tego kawałkiem folii przykryta kuchnia, ale cała reszta w wielkim kurzu, wszystko brudne i zimno. Ale byłyśmy wkurzone. Parę dni żyłyśmy bez okna w domu. A innym razem przyjeżdżamy po wyjeździe do Rzymu, śmiejemy się ciekawe jaka niespodzianka na nas czeka w mieszkaniu:) niespodzianka się udała - nieźle się zdziwiłyśmy jak nie mogłyśmy kluczem otworzyć drzwi;D To było tuż po tym jak Ękorwaja się dowiedzieli, że nasza Meksykanka u nas mieszka. Potem okazało się, że potrafię kłócić się po francusku, jednak jakiś progres nastąpił hehehe. A propos właścicieli, ciekawe kiedy oddadzą nam kaucję...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz